08. NA STACJI BENZYNOWEJ NAM SPAĆ NIE NADA

Swego czasu przygotowaliśmy taki opis jako jedyny wyróżniający się sposobem narracji. Tekst już starawy, ale warty przypomnienia 🙂

Zmrok panował już od dobrych trzydziestu minut gdy Filip w końcu dostrzegł w oddali zarysy stacji benzynowej. Och jak dobrze – pomyślał. To był długi i męczący dzień, czas w końcu się zatrzymać na nocleg. Zatrzymali się w pobliżu stacji Socar. Szybko wybrali odpowiednie miejsce tak, aby auto stało na uboczu stacji, a jednocześnie niezbyt daleko od niej. Dzieci nie dały im wytchnienia – obudziły się tuż po wyłączeniu silnika, trzeba się było więc śpieszyć aby zrobić posłanie. Posłanie mieli zorganizowane w ciekawy sposób, bo spali w czwórkę w samochodzie. Po złożeniu siedzeń ustawiali odpowiednio kilka plastikowych pojemników, które służyły im również jako torby podróżne, i kładli na nich drewniane płyty – tak dla wyrównania i na nie gąbkowe materace. Hanka nie dawała spokoju i kwiliła co chwila, więc Sylwia poszła z nią na rękach do toalety. Niby nic i sprawa oczywista, nawet tu w Gruzji: jest stacja benzynowa to jest też toaleta. Wszystko się niby zgadza, ale jednak nie całkiem. Toaleta owszem była, jednak tylko męska. Dla Sylwii to nie problem – w końcu była z dzieckiem i chciała tylko umyć dla małej butelkę na mleko, wszystko byłoby dobrze gdyby nie to że również w męskiej nie znalazła tego co chciała: wody niet! Wychodząc stamtąd skierowała się więc w kierunku pani z obsługi stacji.
Filip w tym czasie przerabiał samochód na „tryb nocny” jak to zwykł nazywać, nie skupiając się zbytnio na poczynaniach żony. Miał w końcu Jakuba na głowie. Jakub dopiero co się przebudził i nie marzył o niczym innym jak tylko o tym, aby powrócić do przerwanego snu. Był więc nieznośny, tak nieznośny jak tylko może być nieznośny trzy i pół letni urwisek. Filip więc nie próżnował i uwijał się jak w ukropie. Sylwia za to za nic nie mogła się dogadać z panią obsługującą stację benzynową. Niby normalne, że w Gruzji wszyscy mówią biegle po rosyjsku, ale ta babeczka akurat ni w ząb! Na to wszystko podszedł do nich kierowca, który akurat chciał zapłacić za zakupione paliwo.

– Szto Ciebie nada dziewuszka? – zagadał Sylwię.

– Mnie nada niemnoszka wody sztoby butelkę pomyc, a tu w toalecie wody niet.

– U mienia jest woda w maszynie – zaprosił serdecznie. Nikolaj, bo tak miał na imię, okazał się być miłym czterdziesto paro latkiem o okrągłej buzi. Dał Sylwii wody ze swojej butelki, ta przemyła flaszkę małej córki i już miałą podziękować i pożegnać się, gdy Nikolaj zagadał:

– Otkuda wy tu? Szto wy tu dielajecie?

– A my z Polszy, ja prijechała z moim mużem, jest tam przy maszynie – wskazała na samochód.

– Na maszynie z Polszy?! Nocz budiet, kuda wy budiecie spac?

– My na maszynie budziem spac.

– Z malinkimi rybiatami? Na maszynie?! Niet, wy budziecie spac u mienia, u mienia dom bolszoj, komnat mnogo a i do kuszanie i popitki toże niemnoszka budiet. Moja żena budiet radowacsa, iditie so mnoj! Da?

Nika i jego rodzina przed swoim domem pod Kutaisi

Nika i jego rodzina przed swoim domem pod Kutaisi

Takim to sposobem kolejny już raz zostali zaproszeni ot tak po prostu do obcych, ale niezwykle gościnnych Gruzinów na noc. Na noc to mało powiedziane – spędzili tam pięć dni jeżdżąc i zwiedzając okolicę z ich osiemnastoletnim synem Valerim.

 

Wydarzenie to odbieramy jako działanie Boga w naszym życiu, co w podróżach zdarza się tak samo często co i w życiu codziennym, jednak jest bardziej widoczne 🙂