Praktycznie: Greckie promy

Zgodnie z obietnicą dziś nieco o promach w Grecji.

Pewnie nie wszyscy zdają sobie sprawę, ale Grecja ma około 1400 wysp! Ogółem. Z czego przeszło 220 zamieszkałych. Głównym wyznacznikiem tego, czy jakaś wyspa jest zamieszkała czy nie jest fakt posiadania własnego źródła słodkiej wody na wyspie. Jeśli nie ma takowego, wyspa zazwyczaj nie jest zamieszkała, choć są wyjątki. Przez to w naturalny sposób Grecy, aby poruszać się między wyspami zmuszeni byli rozwijać umiejętności żeglarskie i do dziś często pływają po wielkiej wodzie. Obecnie na większość wysp da się dostać samolotem, ale te najważniejsze są połączone z kontynentem regularnymi rejsami promów kilku firm. Najpopularniejsze to: Minoan Lines, Anek Super Fast (kiedyś Anek Lines oraz osobno Super Fast). Kreta, na której się skupię, ma dwa porty, do których przypływają promy z kontynentu i są to porty w Chania (uwaga nie odmieniać jak polskie imię żeńskie „z Hanią”!!!) na zachodzie Krety i z Heraklionem (fon. Iraklio) największym miastem położonym pośrodku wyspy. Warto tu dodać dla tych, którzy może akurat nie kojarzą: Kreta to największa grecka wyspa, podłużnego kształtu rozciągająca się ze wschodu na zachód, ponad 200 km w linii prostej i dość wąska w kierunkach północ – południe bo od około 70 do zaledwie 25 km w linii prostej.

Kreta GoogleMaps

My jak dotąd, aby dostać się na Kretę, korzystaliśmy tylko z połączeń Pireus (port nieopodal Aten) – Heraklion. Przykładowa cena za osobę dorosłą to około 65 euro w lipcu w obie strony, bilet „na pokładzie” – więc gdzie się położysz tam śpisz / jesteś / lub po prostu leżysz ;). Za samochód osobowy, również w lipcu, trzeba zapłacić około 150 euro w obie strony. Dzieci mają niewielką zniżkę, podobnie studenci czy seniorzy. Lista zniżek jest zresztą długa – najlepiej sprawdzać bezpośrednio na stronie operatora. Ceny zależą od sezonu – cały rok jest podzielony na sezony, a te przekładają się na stawki cenowe. Linki bezpośrednie do stron: Anek Super Fast i Minoan Lines. Promy pływają w nocy. Zazwyczaj wypływają około 21:30 – 22:00, a dobijają do celu po około 9-ciu godzinach. Można też ewentualnie bilety kupić u polskiego pośrednika, czego jednak nie polecamy – przykre doświadczenia: chcieliśmy kupić bilet dla dużego auta dostawczego, a sprzedali nam jak dla motocykla – pomyłka została odkryta oczywiście dopiero w porcie (kategorie pojazdów są oznaczone specjalnym kodem, a nie pełną nazwą). Przez to byliśmy zmuszeni dopłacić różnicę gotówką tuż przed wejściem na prom lub nie płynąć wcale! Poza tym bilety kupuje się na konkretny dzień, a zasada im wcześniej tym taniej – tak jak to jest w przypadku np. linii lotniczych – jakoś się nie przyjęła. Ceny są stałe i we wszystkich biurach identyczne – ustalane raz na sezon.

Zawsze, nawet w styczniu wybieraliśmy bilet na pokładzie. I tu ciekawostka: jest to najtańszy bilet bez przydzielonego miejsca na nocleg, ale praktycznie niczym nie różni się od biletów „fotel lotniczy”. W efekcie czego można kupić bilety na pokład, a przespać się na fotelach lotniczych, gdzie wstęp jest otwarty dla każdego na promie, a nikt nie bawi się w sprawdzanie biletów.

Jeśli jedziesz samochodem to… To warto nie spieszyć się z wjazdem na prom – spokojnie, kupiłeś bilet na pewno się zmieścisz! Im wcześniej wjedziesz i panowie porządkowi pomogą Ci zaparkować na centymetry, tym po dobiciu na brzeg później wyjedziesz, a rozładowywanie promu to nie jest kwestia 10-ciu czy 20-stu minut. Ostatnie auta zjeżdżają z promu prawie po godzinie od dobicia do portu! Co do porządkowych – słuchać się ich warto, dużo krzyczą i gestykulują także trudno nie zrozumieć mimo iż mówią głównie po grecku… i tu przypomniał mi się miły wyjątek! Wjeżdżamy na pierwsze „piętro” pokładu garażowego, gdzie nas skierował  jeden z porządkowych, tam zostajemy „przejęci” przez kolejnego pana w pomarańczowej kamizelce. Ten patrząc na mnie – bladoskórego blondyna, zerka na nasze auto i na nasze rejestracje. Uśmiecha się szeroko – my również, przecież rejestracje z PL na niebieskim tle to raczej rzadkość na tutejszych promach. Gestykuluje, aby otworzyć okno, gdy tylko szyba opadła na kilkanaście centymetrów, zagląda do środka i mówi głośno uśmiechając się szeroko:

– Dzień dobry! – zdziwienie na naszych twarzach było widoczne z daleka.

– Dzień dobry – odpowiadam. Później już tylko gestami pokazuje na serdeczny palec i mówi:

– Żona polonika! – z szerokim i pełnym zadowolenia uśmiechem.

Wszystko jasne. Jak mawia znajomy piękne polskie kobiety są najlepszym „towarem” eksportowym ;).

Na promie auto jest bezpieczne, pokład garażowy jest niejednokrotnie monitorowany, a kierowcy, którzy przyjadą po Tobie skutecznie dodatkowo go zabezpieczą. Porządkowi tak nimi pokierują, że z trudem da się później otworzyć drzwi czy bagażnik, także jeśli masz coś do zabrania ze sobą na noc na promie – bierz to od razu po zaparkowaniu, bo później możesz nie mieć możliwości. Dla ciekawych i chcących mimo wszystko spróbować szczęścia, wejście na pokład garażowy dostępne wyłącznie przed wypłynięciem z portu oraz kilka minut po przybiciu do brzegu na koniec podróży.

Dla pasażerów, w zależności od modelu promu dostępne są najczęściej 3-4 pokłady, z czego najwyższy w części otwarty jak taras. Promy, które pływają po terenie wewnętrznym Grecji są sporo mniejsze i jednak nieco starsze od tych, które pływają na popularnym połączeniu Włochy – Grecja. Tylko jeden raz mieliśmy przyjemność (a była to prawdziwa przyjemność!) podróżować na tym połączeniu. W lipcu 2006 roku płynęliśmy z Ankony we Włoszech do Patry w Grecji. To dopiero była jednostka! Prom prawie dwa razy większy od tych, które pływają na Kretę i dużo bardziej luksusowy! Z naszymi plecakami i kilkoma (dosłownie!) euro w kieszeni czuliśmy się jak szare myszki, które załapały się na królewski dwór. Pamiętam, że kasy starczyło nam wtedy na zakup jednej bułki (niestety włoskiej – tj. „dmuchanej”, którą najeść się nie dało) i herbaty… Tak przez 22 godziny rejsu z dwoma kanapkami i jedną suchą bułką, do tego butelka wody. Ok., nie ma co narzekać… skoro już o jedzeniu mowa… Restauracje otwierane są około 15-30 min. po rozpoczęciu rejsu i są dobrze zaopatrzone. Ceny zbliżone do ateńskich tawern, czyli wyższe od polskich. Jedzenie świeże i bardzo smaczne, ale przede wszystkim tradycyjne – GRECKIE! :).

Na promie są też oczywiście toalety z bezpłatnymi prysznicami. Po długiej trasie przyjemnie jest wziąć odprężający prysznic i poszukać miejsca na położenie swego szanownego ciała. Co do toalet jedna cenna uwaga: Jeśli zauważysz mały śmietniczek przy muszli klozetowej to nie znaczy, że wszedłeś przez pomyłkę do damskiej toalety, ani że są one wspólne, znaczy to że jesteś we właściwej kabinie. Po co zatem te śmietniczki? A są one na zużyty papier toaletowy i inne „duże” przedmioty, które mogą zatkać rurki (umyślnie nie piszę rury) kanalizacyjne. W wielu miejscach w Grecji kanalizacja ma bardzo małe światło – rurki są zwyczajnie dużo cieńsze niż te, które znamy z polskich toalet i łatwo je zatkać. Gdy pierwszy raz się o tym dowiedziałem, od razu pomyślałem, że przecież w tak ciepłym klimacie, jaki jest w Grecji, to odór z miejskich toalet musi być niewyobrażalny. Nic bardziej mylnego! Bardzo się zdziwiłem, że z tych śmietniczków (czasem przepełnionych) nic nie śmierdzi! A przynajmniej nie śmierdzi to, czego by się człowiek spodziewał! Nie wiem jak oni to robią, ale po kilku podejściach da się przyzwyczaić 🙂 Na promie o tym zabiegu przypominają specjalne naklejki.

Po zwiedzeniu promu, kolacji, kąpieli czas znaleźć odpowiednie miejsce na spoczynek. Sami wypróbowaliśmy kilka miejscówek:

  1. Na pokładzie – z dala od innych pasażerów, cisza i spokój, a przy okazji pod okiem kamery i na końcu „ślepego zaułka” – brzmi nieprzyjaźnie? Nic bardziej mylnego! Przecież unikamy „przypadkowych” przechodniów, którzy to niby tylko będą przechodzić obok i mogą potencjalnie mieć niecne zamiary. Jedno „ALE” – opcja dobra na lato, czyli od kwietnia do września włącznie, bo na pokładzie mocno wieje i lepiej wszystko schować do śpiwora, żeby nie wywiało.
  2. Gdzieś na uboczu – czyli trzeba znaleźć taki cichy kąt, gdzie śpiąc nie będziemy rzucać się w oczy, tym bardziej jeśli nie podróżujemy samochodem i mamy cały dobytek w swoich plecakach, ze sobą, a nie w bezpiecznym samochodzie.
  3. Na widoku – czyli najbezpieczniej pod latarnią. Tu świetnie na ten cel przydają się sale foteli lotniczych. Kontrola społeczna doskonale sprawdza się w tym przypadku. Jeśli z samochodu zabraliśmy tylko kilka niezbędnych rzeczy (kosmetyczka, ręcznik, dokumenty) można je np. spakować w pokrowiec od śpiwora i użyć jako poduszki. Nie mówię, że jest to niesamowicie wygodne, ale wydaje się, że w miarę bezpieczne.

Trzeba pamiętać, że z takimi promami to tak trochę jak na Titanicu. Najlepsze kabiny zajmują ludzie „klasy Premium”, zwykłe kabiny są dla „klasy średniej”, a cała reszta kupuje bilety pokładowe. Jest tam zatem sporo Cyganów, przyjezdnych pracowników z „krajów ościennych” – czyli nie tylko z Albanii czy Bułgarii, ale także: Libii, Egiptu, Jordanii, Libanu, Syrii, Turcji… A warto pamiętać, że nie każdy może być naszym przyjacielem, gdy śpimy. Nie chcę siać strachu, ale o ostrożności należy pamiętać.

Na koniec krótka historyjka z promu, a sporo fotek na samym dole wpisu:

Jest rok 2006. Lipiec. Port Patra, zachodnia Grecja.

Wczesnym popołudniem wysiedliśmy z promu w Patrze i mieliśmy tylko kilka godzin, aby dojechać stopem do portu w Pireusie na kolejny prom. W ostatnich kilkudziesięciu kilometrach towarzyszył nam miły Grek, kierowca ciężarówki. Właściwie to raczej my towarzyszyliśmy jemu, ale nieważne – jechaliśmy razem. Niby nic wielkiego, kolejny kierowca zabrał nas na stopa – dość normalne, jeśli podróżuje się stopem. Wyjątkowe było jedynie to, że ów kierowca nie mówił w żadnym innym języku jak tylko po grecku. Nie przeszkadzało mu to jednak prowadzić z nami konwersację… Jak zazwyczaj w takich sytuacjach porozumiewaliśmy się na migi :). W pewnym momencie rąk nie wystarczyło, aby się dogadać. Cóż zrobił nasz kierowca? Wykręcił (czy tak się jeszcze mówi? Sam nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem telefon, na którym WYKRĘCA się numery) numer do kolegi. Kolega mówił po niemiecku. Sylwia również, więc w taki to sposób rozmawialiśmy – mieliśmy tłumacza po drugiej stronie telefonu :). Dzięki temu nasz dobroczyńca dowiedział się, że spieszymy się na prom, który odpływa za godzinę. Do portu mamy około 45km. Niby nic, ale ostatnie 30km po Atenach! Już bez tłumacza kierowca nam mówi, że do samego portu to on nie jedzie, ale jak będziemy blisko to nas wysadzi i złapiemy taksówkę, która zabierze nas do samego portu. Niby ok, ale my nie zdążyliśmy jeszcze nic w Grecji kupić, ani nic z bankomatu wypłacić, więc pokazujemy: „Kasy niet”. Na co Grek: „Ok, ok… no problem!” Chyba nie zrozumiał, ale dobrze, wysiądziemy gdzie nas wysadzi i tam kogoś zapytamy jak do portu się dostać. Z takim przeświadczeniem dojechaliśmy do celu, czyli miejsca gdzie już musiał nas wysadzić. Sylwia wysiada pierwsza, wszystko w pośpiechu, bo tirem zaparkowaliśmy na jednym pasie i „nieco” tarasujemy drogę. Nasz kierowca się tym akurat nie przejmuje. Ja zostałem jeszcze w kabinie i szybko podaję Sylwii najpierw nasze plecaki, później namiot… Nie wychodzę przez dłuższą chwile, bo kierowca mnie tu jeszcze zagaduje. Zza swojego siedzenia wyciąga nam ogromnego arbuza, którego musiałem wziąć w dwie ręce, bo inaczej bym nie utrzymał. To nie koniec, kierowca szybko wyjmuje jeszcze portfel, a z niego dwa banknoty po 20 euro! Zszokowało mnie to. „Nie możemy tego przyjąć” – daję mu do zrozumienia. On nie daje za wygraną: „Taxi Pirea, taxi Pirea” powtarza i zaciska moje palce, w które wcisnął pieniądze. Nie dowierzam. Sylwia nie widzi, co się dzieje w kabinie i woła mnie ze zniecierpliwienia. Mamy mało czasu. Nie ma się co zastanawiać, tylko brać co dają i jechać dalej. Lingwista ze mnie żaden, ale to akurat zapamiętałem: „Efcharisto!” Znaczy dziękuje, a nieodłącznie kojarzy mi się ze słowem Eucharystia – czyli dziękczynienie :). Tir odjechał. Stanąłem przed Sylwią, która dziwiła się co też takiego dużego wytaszczyłem jeszcze z tej kabiny. Wielki arbuz otworzył szeroko jej oczy, ale euro w mojej dłoni otworzyły jej usta! Gdy już tak staliśmy kilka sekund, które dla nas wydawały się minutami, w których to wszystkie dźwięki dużego, gwarnego miasta ucichły, zdaliśmy sobie sprawę, że nasz dobroczyńca wysadził nas obok postoju taksówek. Spojrzeliśmy na siebie, na taksówki, jeszcze raz na siebie i na kasę, którą wciąż trzymałem w zaciśniętym ręku.

– To co? Jedziemy? – pytam

– Tak. Jedziemy!

Zwyczajem ubogich studentów, jakimi wówczas byliśmy, podeszliśmy do ostatniego z kilku stojących tam aut. Pytamy:

– Za ile dojedziemy do portu w Pireusie?

– Za 10 euro – odpowiada taksówkarz.

Nie ma na co czekać pomyśleliśmy w jednym momencie

– Ok, jedziemy, tylko szybko za 8 minut odpływa prom!

Zdążyliśmy w ostatnim momencie. Reszta kasy od kierowcy tira wystarczyła nam prawie na cały bilet dla jednej osoby. Do tego przyznano nam dwie ulgi: studencką i tą za kontynuację rejsu tymi samymi liniami w ten sam dzień. No tak, w końcu kilka godzin temu przybiliśmy do portu w Patrze. Kupiliśmy dwa bilety i po pięciu minutach byliśmy na promie. Ten jednak nie odpłynął tak szybko, a dopiero po pół godziny od kiedy weszliśmy na pokład. Okazało się, że załodze więcej czasu niż zwykle zajęło przygotowanie pokładu garażowego do rejsu. Właśnie w takich sytuacjach mocno czujemy opiekę Boga w naszych podróżach i życiu.

Niosłem tego arbuza w dwóch rękach przed sobą, jakbym w środku chował małe dziecko. Tak, nie przesadzam – arbuz był tak wielki! Weszliśmy na samą górę, gdzie była restauracja. Usiedliśmy pod zadaszeniem ostatniego pokładu, przy stole. Ślinka ciekła nam już na tego arbuza, ale co z tego – scyzorykiem to ja sobie mogę… Umyślnie poprosiłem Sylwię, aby poszła zapytać, czy w kuchni nie mają jakiegoś dłuższego noża. Południowcy mają słabość do blondynek. 🙂 Udało się i tym razem. Sylwia po minucie zjawiła się z maczetą. Pasowała w sam raz. Jej 50-cio centymetrowe ostrze świetnie poradziło sobie z naszym arbuzem. Przekroiłem go w poprzek na pół… ok… i co dalej? Moje doświadczenie w krojeniu arbuzów nie było duże. Patrzę z jednej strony jak to zrobić, patrzę z drugiej… jak przekroić żeby krojone kawałki nie były zbyt duże i jak się do tego w ogóle rozsądnie zabrać. Z pomocą przyszedł nam pewien pan, który podróżował z żoną i córką. Ich karnacja (jak i nasza) zdradzała, że są turystami. Wokół tylko śniadzi ludzie, nie nazwał bym ich raczej Grekami, a kimś między Cyganem a czarnoskórym. Wszyscy nas obserwowali, bo przyszliśmy, gdy wszystkie boczne stoliki były już pozajmowane, więc usiedliśmy na środku przy jednym z wielu zestawów białych ławek połączonych ze stolikami. Nawet kelnerzy zza baru zerkali z zaciekawieniem na nas. Czułem się nieswojo. Ów mężczyzna pomógł nam pokroić owoc na dające się jeść części. Daliśmy mu w zamian po kawałku dla swojej rodziny. Usiedliśmy i jemy. Tak pysznego arbuza nie jadłem ani przedtem, ani potem już nigdy (choć te z Gruzji sprzed dwóch lat też wyśmienite). Jak mówią głód najlepszym smakoszem :). Po chwili podchodzi do nas niewysoki szczupły mężczyzna i zagaduje. Ubrany był w brudne wypchane na kolanach materiałowe zwisające spodnie, koszule na guziki, pewnie kiedyś lekko kremową, a dziś najłatwiej określić ją brudno szarą. Nie rozpoznaliśmy języka. Z greckim już u naszego kierowcy się nieco osłuchaliśmy, a Sylwia ma na to akurat dobrze wyostrzone ucho i też nie potrafiła zakwalifikować tego co usłyszeliśmy. Przeszliśmy na migi. Pan wskazał swoją rodzinę i gestem poprosił o kawałek dla ciężarnej żony. „A pewnie nie ma problemu, nawet tej skrojonej połówki sami nie zjemy, to co się będzie marnować”. Po nim przychodzili kolejni. Tak oto my się najedliśmy i napiliśmy soczystym owocem do syta, a jeszcze chyba z dwadzieścia osób go skosztowało, do tego jeszcze pół nam zostało! Arbuz przełamał barierę nieufności, jaka była między współpasażerami obecnymi w tym czasie w górnej restauracji. Do dziś wspominamy to z niedowierzaniem. Kierowca ciężarówki pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy obdarowując nas wielkim arbuzem, jak wiele osób z jego podarunku skorzysta. Wchodząc na poprzedni prom z Włoch do Grecji czuliśmy się jak ubodzy studenci z kilkoma euro w kieszeni (na bilety promowe na Kretę mieliśmy odłożone pieniądze, więc tak jakbyśmy ich nie mieli), a tu po 24 godzinach czujemy się jak bogacze, ponieważ mamy olbrzymiego arbuza, którym możemy się najeść i podzielić z innymi…

Nie mieliśmy okazji niestety zrobić wtedy zdjęcia owej górnej restauracji, ale specjalnie dla Was przeszukałem nieco sieć i znalazłem fotkę która doskonale przedstawia tę promową restaurację. Zdjęcie pochodzi z forum o Chorwacji (kto by się spodziewał greckiego promu na chorwackim forum? 🙂 ) :

071f1563

Co do arbuza, to wystarczyło go nam jeszcze na śniadanie, a schodząc z promu w porcie w Iraklio wciąż mieliśmy jego połowę…

Poniżej kilka fotek z promu:

Kilka fotek jak się z promu wyjeżdża… Na początek motory i małe skutery, później osobówki, a na końcu majestatyczne ciężarówki 🙂

9 Thoughts on “Praktycznie: Greckie promy

  1. Bardzo dobry wpis! Pozdrawiam Cię serdecznie.

  2. Hej , dobry jestes. Czytajac Ciebie bylem na promie Gratuluje. zdolnosci przekazywania. Tez wlasnie chcemy w taki sposob dotrzec do Grecjii tylko autem w tym roku w lecie (2016) Pozdro.

  3. Straszna strata czasu, no chyba ze mamy miesiac na tulanie sie promem.
    Ja tez myslalem ze fajnie bedzie poplywac-przygoda taka, niestety po 6 godz i odwolanym 1wszym promie z pireusu do santorini zdecydowanie zmienilem zdanie.

  4. Arek on 12 maja 2016 at 13:30 said:

    Witam, w sierpniu wybieramy się na Kretę, będziemy w okolicach Frangokastello, co polecacie do zwiedzania? Pozdrawiwm

  5. Tomek on 18 sierpnia 2016 at 00:46 said:

    Czesc, po 20 padziernika nie moglem znalezc zadnych promow, inetersuja mnie daty 25-28.10. czy to mozliwe, zeby w tym terminie juz nic nie plywalo? czy jeszcze za wczesnie na rezerwacje?

    • Z pewnością pływają promy, tylko nie jest to już wysoki sezon. Spróbuj tu: http://www.aferry.pl/

    • Halina on 30 września 2016 at 18:22 said:

      Będę w Grecji 20-26.10 i planuję „wypad” na którąś wyspę. Co na tak krótko jest warte zobaczenia w rozsądnych pieniądzach i jak jest z biletem. Lepiej kupić przez internet czy na miejscu?

  6. Co do kierowcy TIR – a to miałem podobne zdarzenie tylko odwrotnie. Kilka lat temu wyjeżdżam rano do pracy obwodnicą Trójmiasta a tu przed zjazdem stoi TIR na greckich numerach i ma włączone awaryjne. Zatrzymałem się i zapytałem strasznie zmartwionego chłopaka jaki ma problem . A on się po prostu zgubił i nie wiedział jak dojechać do zakładów coca coli. Nie byłem w stanie mu wytłumaczyć zawiłe drogi więc chcąc nie chcąc kazałem mu jechać za sobą i doholowałem go do tej rozlewni co prawda nie było mi po drodze ale szkoda mi było chłopaka z Grecji. Gdy się żegnaliśmy powiedział że stał na tej drodze i się modlił a tu nagle ja się zjawił em z pomocą i napewno Matka Boska to uczyniła . Wiec może to był ten sam kierowca TIRa? Acha chłopak zrewanżował się butelką Metaxy.

Post Navigation