Teoria względności po grecku…

Einstein i jego nieśmiertelna teoria względności znów dała o sobie znać – tym razem w Grecji, na Krecie.
Kreta. Słoneczne styczniowe popołudnie. Niebo bezchmurne, lekki wietrzyk. 17°C! Rozmawiam ze znajomym Grekiem:
– Chłodno dziś, bo wiatr z północy taki zimny.
– Chłodno! No co ty! Przecież jest bardzo ciepło! – Odpowiadam z oburzeniem, bo przecież dopiero co przypłynąłem promem z Pireusu (miasto portowe przy Atenach), a jeszcze wczoraj gdzieś w Rumunii rankiem było koło zera! Nie wspomnę już o Polsce z temperaturą ujemną w ciągu całej doby, co i tak jest dla wszystkich oznaką ocieplenia klimatu. Bo jak inaczej wytłumaczyć -2 w połowie stycznia w nocy i czasem aż +8 gdzieś na Dolnym Śląsku w dzień?!
Podobno popularnym się stało ostatnio powiedzenie: „Bo to wszystko przez gender!”, ale do tej historii pasuje jak garbaty do ściany, więc wróćmy na Kretę.
Tak oto przekonałem się, że gdy dla Polaka ciepło, że można praktycznie na krótki rękaw chodzić, to Grek w tym czasie w szczelnie zapiętej kurtce pod szyję chodzi ubrany i tylko chowa uszy, co by mu nie zmarzły. A kobiety – w płaszczach do kostek i kozakach! Ale z kobietami to już tak jest – Ty się pocisz, jej trzeba palce grzać, bo w ręce zimno.
Na Kretę wyjechałem służbowo – samochodem z Polski trasą przez Bałkany. Zaznaczam, że przez Bałkany, bo można też przez Włochy i z Włoch promem (np. z Wenecji albo z Triestu) do Patry, a dalej do Aten i Pireusu na kolejny prom do Chania albo Iraklio. Wpis o promach na morzu Egejskim też się szykuje, więc bądźcie czujni ;). Nie przeszkadzało to mi jednak, aby spędzić trochę czasu i pospacerować po okolicy. Porobiłem kilka fotek od wielkich agaw po styczniowe prace pszczółek zapylających żółte kwiatki… ech ta zima zła… 😉

Zatrzymałem się w apartamencie jakich wiele w Grecji w małej, malowniczej wiosce nieopodal Iraklio. Nie będę rozpisywał nad znanym Iraklio, starym Rethimno czy turystycznych plażach Ammudary. Z resztą styczeń to nie czas na turystów w Grecji. Ów apartament najbardziej zbliżony do małego mieszkania na wynajem znajdował się w górskim Kalesa, około 15 km od portu i zarazem centrum dużego około 200-stu tysięcznego Iraklio oraz około 8km od słynnych plaż Ammudary. Polecili mi go znajomi, którzy znają właścicieli. Właściwie świetna sprawa – w sezonie za 350 euro na tydzień można sobie wynająć taki apartament na Krecie z dala od zgiełku turystów i pomieszkać nawet w 4 osoby w klimatycznej wiosce, a jednocześnie być blisko morza. W razie potrzeby pomogą wynająć samochód, zorganizują transfer z i na lotnisko / port czy to w Iraklio czy w Chania. Można się też dogadać na żywienie w pobliskiej tradycyjnej tawernie z oryginalnymi greckimi potrawami w normalnych, czyli nie turystycznych cenach. Idealna sprawa dla małżeństwa z dwójką dzieci lub dwóch par. Sam nad polskie morze nie jeżdżę, ale popytałem znajomych o ceny i okazuje się, że ta opcja wychodzi porównywalnie z niejednym miejscem nad Bałtykiem! Właściciele bardzo mili, więc i polecić warto, a nawet z wdzięczności porobiłem kilka fotek (poniżej). Dużym plusem jest też w pełni wyposażona kuchnia i fakt że apartament jest praktycznie nowy i jest dobrze utrzymany :).

(mam kontakt do właścicieli dla zainteresowanych 😉 )

Dość o tym bo jeszcze o reklamę mnie tu posądzą 😉
Ciekawym tematem będzie jak sądzę dla wielu z Was sprawa przepraw promowych z kontynentalnej części Grecji na Kretę. O tym więc w następnym poście, bo coś mi się wydaje, że zbyt długie wpisy odstraszają czytelników… z resztą w dobie facebooka nic dziwnego – wszyscy chcą mieć 3 słowa treści dwa obrazy i jeden filmik trwający nie dłużej niż minutę… Ech co to za czasy… co to za My?

Comments are closed.

Post Navigation